• Wpisów:163
  • Średnio co: 14 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 11:54
  • Licznik odwiedzin:28 068 / 2378 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie żeby coś, ale wszystko straciło sens. Ona zniszczyła wszystko, bo kłamała, a Ty jej uwierzyłeś. Moja przyjaźń z nią jest skończona. Podziękować mogę Tobie.
Zostałam sama, sama jak palec. Nienawidzę jej, Ciebie i siebie za jednym razem. Przez to, ze jej uwierzyłeś straciłam Ciebie. A to ja mówiłam prawdę, nie ona! Nawet nie wiesz jak bardzo mnie to boli. To dzięki Tobie uśmiechałam się przez ostatni czas. Wszyscy mi się pytali czemu się tak uśmiecham, mówili, że wyglądam na szczęśliwą, a teraz? Wracam do szarej rzeczywistości przez jedną szmatę. Dziękuję Ci z jednego powodu. Uwolniłeś mnie od niej, przepraszała mnie, ale nie uległam. Przegięła i nie mam zamiaru jej wybaczać. Moja przyjaźń z nią była toksyczna. Codziennie kłótnie nie ustawały, a ja cierpiałam coraz bardziej. Wszystko było zawsze tak jak ona chciała. Po raz pierwszy się jej postawiłam. Moi znajomi są ze mnie dumni. Jedni mówią, że dobrze zrobiłam, a drudzy, że teraz powinnam mieć wyjebane. Ale nie umiem, przejmuję się tym wszystkim. A wiesz czemu? Bo 10 lat przyjaźni poszło się jebać. Cholera jasna!! Zraniła mnie, owszem.. Jak nikt inny. Byłam czasami dla niej chamska i oschła, ale to dlatego, że byłam wtedy na nią zła.
Teraz siedzę w pustym pokoju i płaczę. Serce mnie kuję, gardło się zaciska i płyną łzy po policzkach. Przykrywam się kocem i wypłakuję oczy. Bo wiesz.. Tak bardzo chciałabym móc Ci powiedzieć co teraz czuję, ale nie mogę. Sam zerwałeś kontakt, a ja nic na to nie poradzę. Smutne to.. Przez jedną panienkę to co było między nami ' wyrzuciłeś ' do kosza. A ja głupia liczę na coś jeszcze.. Na to, że to przemyślisz i napiszesz. Wiem, że to się nie stanie.
Przepraszam, że byłam problemem, że się pojawiłam w waszym życiu. Naprawdę nie chciałam namieszać.. Jestem pieprzonym błędem, wiem. Nie musicie mi tego ciągle powtarzać. Naprawdę szczerze i z całego serca.. Przepraszam was. :c
 

 
Cienie...
... żyją ... nie żyjąc
Cienie...
... cierpią... i nie widzą
cierpienia
Cienie...
... nazwami różnią się ich dni
... nazwami...
Nuda, Smutek,
Szarość, Bezsens, Otępienie
... Szaleństwo...
Cienie...
... żyją nie znając życia
... nie maja dość siły by byc czarne
... więc są szare...
... szarzeją z dnia na dzień
Cienie...
Strzępy wydarte nocy...
... i bezwiednie nocy oczekujące...
Cienie...
... wokół ciebie... czy je widzisz?...
cienie... wokół... ciebie...
 

 
MAŁA DZIEWCZYNKA

PO ŚWIECIE SWYM KROCZY

ZAMYKA ŚLICZNE

ZROSZONE OCZY

MODLĄC SIĘ O SIŁĘ

W SZALEŃSTWO POPADA

RACH CIACH PO RĄCZCE

I ROBI SIĘ BLADA
 

 
Mówią, że szalona, zakręcona i zapewnię twarda.. ale to kłamstwo.. może i wyglądam na taką, która się nie przejmuje, ale w środku.. łatwo mnie zranić.. choćby jednym słowem.. pokazuje, że nic mi jest... jestem fałszywa przed samą sobą i nie potrafię być taka naprawdę prawdziwa.. co się ze mną stało? po prostu.. za bardzo zamknęłam się w sobie.. Ale i tak wierzę, ze wszystko bd dobrze!!
 

 
Stalowe, zimne kraty,
Smutne, szare ściany,
Ciche korytarze,
Które choć codziennie widzą wiele ludzi,
Nigdy nie widziały szczęścia.
Biją chłodem,
Jak skórzany bicz.
Czuć z kilometra,
Ten smutek.
Rozpacz.
Żałość.
Ludzie tu pracują,
Praca, jak każda,
A jednak inna.
Znam tu wszystkich,
Wszystkich więźniów.
Bo sama jednym z nich.
Wiezień bez łańcuchów,
Pasiastej koszuli,
Ani kilofa pod ręką.
Wypalają uczucia.
Wypalają sumienie.
Niszczą charakter.
Niszczą myślenie.
Ciągle tracimy czas.
Przez te wszystkie słowa wpychane w głowę.
Lecz napełnij naczynie już pełne.
Poznajesz już to miejsce?
Na pewno je znasz. Też tam byłeś.
Zgadza się. To szkoła.
 

 
Źle mnie w złych ludzi tłumie,

Płaczę, a oni szydzą;

Mówię, nikt nie rozumie;

Widzę, oni nie widzą!
 

 
Tak bardzo samotni jesteśmy
Będąc obok siebie
Codzienność nas zabija
Niewiara serca łamie
Razem a jedna osobno
Mijamy każdy dzień
Patrzysz w me oczy
Widzisz w nich pustkę
Mówię Ty mnie nie słuchasz
Krzyczę a Ty nie reagujesz
Tyle pięknych chwil przed nami jeszcze
Lecz my gubimy się w tym świecie
Żar miłości już coraz słabiej się tli
Za chwile pewnie zgaśnie
Los zły nadzieję nam odebrał
A teraz szydzi z naszych uczuć
Szukam Ciebie choć obok jesteś
Wciąż szukam w Tobie miłości
Kurz serce Twe spowił
W proch zmieniły się kości
Już nie uśmiechasz się do mnie
Już Twego głosu nie słyszę
Pogrążam się w samotności
Wsłuchuję się w ciszę
Ty w swym grobie leżysz
Pewnie bardzo Ci smutno
Lecz kiedyś się spotkamy
Gdy już utonę w mych myślach
 

 
To anioł ze skrzydłami białymi, lecz sercem czarnym Cię tu do mnie przysłał.

Ten anioł na nadgarstkach krwią się chwali w blasku księżyca.

Ten anioł nocą opada, by za dnia wstać na nowo mógł.

Ten anioł to ja..
 

 
wszystko to już nie wróci
 

 
Krople krwi znów
spływają po Twojej twarzy,
a Ty stale słyszysz
w sobie ten głuchy krzyk.
Dzisiejszy blady świat
zastał Cię,
gdy umierałeś po raz kolejny,
składając przysięgę,
że to już po raz ostatni.
Przecież gwiazdy,
które wskazywały Ci drogę
wypaliły się,
już więcej ich nie ujrzą
Twoje załzawione źrenice.
Niczym niewidomy
zmierzałeś w manowce,
nie chcąc znaleźć
tej jedynej odpowiedzi.
Zapomnij więc o swym istnieniu,
bo nikt nie pomoże Ci,
jeśli sam nie podniesiesz się
z ziemi, która daje życie
i życie odbiera.
 

 
Jesteś tak cicha jak poranny wiatr.
Bywasz bardzo skryta ,bo kiedyś zranił Cię świat.
Twe uczucia są schowane jak największy skarb.
Boisz się komuś zaufać,bo nie ufać nauczył Cię czas.
Twoje serce zatrute nienawiścią innych ludzi czeka ,by ktoś blaskiem dobra je obudził.
 

 
Byłam silna,
co za złudzenie
na potrzeby otoczenia.
Byłam ważna,
ironio,
jak ty potrafisz
oszukiwać głód znaczenia.
Byłam otwarta,
bez lęku wydobyłam
całą swoją
skrywaną kruchość.
Byłam miłością.
Lecz rzucono mi z pogardą
nią w twarz.
Z bezsilności
sparaliżowana udręką
samotności i odrzucenia
biłam pięścią w ścianę
i krzyczałam w noc
prośbę o miłość.
Nikt nie wysłuchał…
nawet noc nie odpowiedziała
echem.
 

 
Co się zaczęło mu­si się skończyć,
po dro­gach lo­su swo­jego błądzić.
Co się zaczęło mu­si się skończyć,
by biegu cza­su nig­dy nie zmącić.
Początek końcem, ko­niec począdkiem,
życie jest śmier­cią, poez­ji wątkiem.
Ra­dość jest smut­kiem, niena­wiść miłością,
od­wa­ga strachem, zdra­da ufnością.

Gdzie wicher wieje i słychać szum fal,
czas płynie szyb­ko, przed siebie w dal.



cytat z mojego profilu na fb



https://www.facebook.com/maria.rz.96
 

 
Nikt nie jest na ty­le da­leko, żeby nie móc za nim tęsknić.


Nie sztuką jest upaść, gdy nie ma się siły, ale pod­nieść się, gdy głaz przyg­niata cię do dna.


Is­tnieje sub­telna, ale jakże znacząca różni­ca między "jes­teś mi pot­rzeb­ny", a "pot­rze­buję Cię".


Jakże trud­no ut­rzy­mać miłość w ry­zach rozsądku.


Łat­wiej nam uwie­rzyć, że coś będzie źle, bo gdzieś tak przeczy­taliśmy, niż, że wszys­tko będzie dob­rze, bo mówią nam to ludzie.


"Nic" bo­li bar­dziej niż "coś".


War­to ko­muś zaufać, po­wie­dzieć cza­sem co ci leży na ser­cu, choćby tyl­ko dla­tego, żeby poczuć się bez­pie­cznie... dla włas­nej hi­gieny psychicznej.


Brud­na szma­ta przyk­ry­je na­wet naj­piękniej­szy diament.

Mówią, że "kto da­je i od­biera ten się w piek­le po­niewiera"... cza­sem chciałabym za­ryzy­kować. Per­spek­ty­wa piekła jest dla mnie bar­dziej znośna niż to, że pew­nych rzeczy już nie odzyskam..


To, że je­sienią zdarzają się gorące dni, wca­le nie oz­nacza, że zi­ma nie nadejdzie.


Cza­sem kocha się tak bar­dzo, że na­wet jed­na myśl, że Je­go nie ma wy­wołuje ból, które­go nie da się porównać z niczym innym.

Uwiel­biam ciem­ność. W ciem­ności wszys­cy jes­teśmy ta­cy sa­mi... tak sa­mo bezbarwni.


Nie sztuką jest przep­raszać, sztuką jest nie mieć za co.

Jeżeli trwać to trwać aż do końca...